zdjecia nagłówek

niedziela, 25 lipca 2010

bulgaria - balczik

Raz jeszcze bułgaria. Tym razem skromniutko, ale mocno...

3 zdjęcia na 3 dni pełnej bani ze szwagrem na pomorzu zachodnim.



piątek, 4 czerwca 2010

bułgaria - albena raz jeszcze.

Czas na mały rekonesans.

Nie lubię pisać jak świeci prosto w twarz światło zza okna, a właśnie teraz jestem w takiej sytuacji. Nie dość, że strasznie mi gorąco, musze mróżyć oczy i gówno widzę na monitorze, to na dodatek jeszcze czas mnie goni... także wszystko w okół sprawia, że nie długo będę pisał... i że to pisanie będzie bardzo chaotyczne. Może na nieszczeście dla Was.

Pewne myśli nie dają mi ostatnio spokoju. Już wiem, że nie będę sławnym fotografem focącym znane laski i grubych biznesmenów. Już wiem że nie wyżyje z pewnych rzeczy i że trzeba robić coś więcej niż do tej pory by coś osiągnąć. Już wiem, że jednak jestem prostym człowiekiem, który lubi filmy akcji i tanią, prostą rozrywkę ( zachęcam do obejrzenia Książe Persji w kinie ). Już wiem, że jak nawet się zaleje laptopa herbatą to szybkie działanie może go jednak uratować i po dokladnym suszeniu wrócą jego magiczne właściwości świecenia, mrugania i wydawania dźwięków....

to wszystko daje mi jakiś bliżej nie określony obraz tego co powinienem zrobić w najbliższych chwilach... dniach... tygodniach.

Cieszę się również, bo wróciłem do czytania. Ponowna lektura Krainy Chichów ( polecam książkę Johnatana Carrolla ) dała mi zupełnie inny i wbrew pozorom szerszy zakres patrzenia na pewne rzeczy. W sumie z tego cieszę się obecnie najbardziej. Z czytania. Uwielbiam te Jego powtórzenia w stylu ... na śniadanie zaproponowała nam parówki z jajkami, więc wybraliśmy parówki z jajkami. Jedząc parówki z jajkami .... itd itd itd : )

//////

Wracając do zdjęć... to troche bułgarii, kto miał słyszeć o szczegółach ten słyszał.





































enjoy.

niedziela, 23 maja 2010

i do tego... wracamy.

Do pewnych rzeczy po prostu się wraca. Są powody mniejsze lub większe, ale generalnie to jest mało istotne. Istotny jest sam powrót. Coś co cofa czas. Czy to w myślach, czy w bycie rzeczywistym, coś zmusza nas by na moment się zatrzymać, popatrzeć się przez ramię, uśmiechnąć się, zrobić kwaśną minę, albo po prostu wyrazić pełną neutralność. Wracamy. Do miejsc, smaków, papierosów, byłych dziewczyn (osobiście nie polecam), rozterek, klocków lego, sklepu gdzie kupiliśmy bułki, bratów z rakemna...
Powrót jest wpisany w nas samych. Jest częścią człowieczeństwa. Historia, kroniki, dzienniczki, notatki...zapisujemy pewne rzeczy by jeszcze prościej było nam wrócić. Choć słyszymy 'nie gdybaj', 'nie myśl o tym', 'nie roztrząsaj tego'... i tak wracamy. Wszyscy. Czy to do kłótni sprzed tygodnia, czy Holokaustu.
Czasem zataczamy wielkie koło, a czasem to po prostu krok w tył. Małoistotne.
Dziś. W kuchni, przy kawie i papierosach, znajomy Czapi opowiedział mi historię wędrówki talerza. Pomijając drogę projektu,produkcji, transportu,kupna ( pracując w handlu, w wolny dzień unikam tego słowa jak ognia),rozpakowania, droga talerza jest dość prosta. Od zlewaka gdzie wychodzi czysty, do zlewaka gdzie wraca brudny.

Oczyszczenie. Nie można powiedzieć, że to jest główny powód powrotu.
Ale nazbyt częsty.

/////
na koniec zdjęcie :