zdjecia nagłówek

środa, 14 kwietnia 2010

w świecie konsumpcji.

 Jak czujesz się w świecie konsumpcji ?


W pewnym wydawałoby się cywilizowanym, kulturalno-rozrywkowym miejscu zwanym dalej sklepem w galerii handlowej, stał pewien jeszcze młody mężczyzna. Wpatrywał się głucho w ścianę pełną kolorowych, małoprzydatnych, ale jakże zachęcających i pożądanych chińskich produktów. Nie raz zastanawiał się jak to możliwe, że wszystkie te rzeczy są produkowane w Chinach. W totalnej stagnacji, myśląc o czymś zupełnie małoistotnym, czekał aż skrawek podłogi, który przed chwilą wymopował, wyschnie. Było cicho, mimo grającej zagranicznej i popularnej sprzed 5 lat muzyki zachodniej, która wydobywała się z głośników rozsianych po całym sklepie. Było naprawdę cicho - w jego głowie. Zegar wskazywała około 21:30.

Stan stagnacji został przerwany przez nagły ruch wykonywany w stronę jeszcze młodego mężczyzny. Przy wejściu sklepu ukazały się dwie sylwetki. Kurwa - pomyślał jeszcze młody mężczyzny - o tej godzinie, w sklepie ? - zadał sam sobie jakże istotne pytanie. Zamarł gdy spostrzegł pierwszą sylwetkę. Tybetański mnich ze zwisającym czymś na szyi, sunął w jego stronę jak piorun. Kurwa? - pomyślał ponownie jeszcze młody mężczyzna, jednakże ten wulgaryzm ewidentnie kończył się znakiem zapytania. Za mnichem ubranym w pomarańczowo-bordowe kimonocośpodone, powolnym i pewnym krokiem stąpała wysoka około 50letnia kobieta.

Mnich z odległości około 10 metrów zaczął coś wołać. Jeszcze młody mężczyzna usłyszał tylko końcówkę zdania - "... i'm need table clock". Szybkim ruchem zerwał się zza kasy i wskazał pożądany przez mnicha przedmiot. Malutki srebrno-biały zegarek, na nóżce-sprężynce, z małą tarczą. Mnich wypowiedział tajemniczo brzmiące "hmmmm". Zwisające coś na szyi potencjalnego klienta, okazało się jakąś najnowszą dotykową komórką.

W tym momencie do dwójki dumających przed zegarkiem, dotarła kobieta. Jeszcze młody mężczyzna zdążył już swoim skromnym i łamanym angielskim wyjaśnić iż zegarek posiada alarm, pokazał mnichowi jak się go ustawia i nastawia.

Zapadła 2 sekundowa cisza, teraz ta cisza ma jeszcze większy wydźwięk dla jeszcze młodego mężczyzny. Z ust tybetańskiego mnicha padło pytanie.

"it's made in china?"

Jeszcze młody mężczyzna panicznie rozejrzał się po całym sklepie, widział białą i czarną głowę konia wystającą ze ściany. 390 zł - pomyślał. Obraz przedstawiający Chicago - 129,00 zł. Głośniki w kształcie misi, kieliszki z gołymi babami... wszystkie te rzeczy były produkcji Chińskiej.

"unfortunately, yes" - wykrztusi, po chwilowej panice.

Przekrzywiona mina mnicha stanęła przed obliczem jeszcze młodego człowieka. Smutna mina. Mnich przystanął, obejrzał jeszcze raz dokładnie zegarek. Rzucił sam do siebie zrezygnowanym - "I'm need a alarm clock". Jego twarz posmutniała jeszcze bardziej. Jeszcze młody mężczyzna nie wiedział co zrobić. Po chwili usłyszał "I'm take this clock" i machinalnie ruszył do kasy. Przez cały proces kasowania (zeskanowanie kodu, wybranie rodzaju transakcji, wprowadzanie kwoty przyjętej, wydanie reszty, spakowanie zegarka w ręklamówkę), widział ten smutny grymas, który pojawił się przez sekunde na twarzy mnicha.

Kupił. Wyszedł razem z kobietą.

Kurwa, wiedziałem że przejdą po pomopowanym - pomyślał jeszcze młody mężczyzna.

____

A jak czujesz się w świecie umarłych ?

ja wyjątkowo dobrze.




poniedziałek, 5 kwietnia 2010

wisi koło nosa...


Jest 10 rano, dostaję telefon. Nie do końca przebudzony, prowadzę krótką, ale jakże zwięzłą konwersację. Odkładam telefon i dalej idę spać.

Zacząłem myśleć... są święta, słyszę chrapanie chłopca mojej mamy... mama wyjechała do Niemiec. Jest miło, pochmurnie, ale miło... i myślę. Co Ci wolno ? 

Jak bardzo możesz przywłaszczyć sobie kogoś. Jak bardzo możesz wpływać na czyjeś decyzje, nakazywać i zakazywać. Jak bardzo może Cię drażnić, przeszkadzać, denerwować. Z drugiej strony jak bardzo może być Ci obojętne, niezauważalne, wisieć kolo nosa.... nie wiem. To chyba się kształtuje przez cały czas... w związkach, przyjaźniach, relacjach z przełożonym... wszędzie.

Boję się czasem, że ktoś inny zacznie podejmować za mnie decyzję. W ogóle muszę to powiedzieć, ale niewyobrażalnym jest dla mnie moment, kiedy Twoje dziecko/wnuczek decyduje o tym, że przyjeżdża pod Twój dom ciężarówka, zabiera Twoje rzeczy .... razem z Tobą. Zabiera te wszystkie Twoje dyrdymały i dąsy do pewnego ośrodka. Ośrodka dla starszych ludzi. Nie wyobrażam sobie tego. 

Póki co życie nie jest aż takie złe.



















na zdjęciach pani A.- > www.tirli.digart.pl


piątek, 26 marca 2010

czy zastanawiałeś się ?


    Jakiś czas temu, pod wpływem pewnych zajęć, albo raczej pod wpływem próby zagłębienia się w pewien temat na pewnych zajęciach, zastanawiałem się nad tym jak w trakcie Twojego życia zmienia się postrzeganie prawd, stereotypów i różnego rodzaju zasad.
   To jest niesamowite... nie... raczej... przerażające jak niektóre rzeczy w trakcie życia potrafią się zmienić... jakie przeistoczenie potrafią przejść... z rzeczy prostych zmieniają się w coraz bardziej skomplikowane, z rzeczy niewinnych coraz bardziej... no właśnie. Dzieciństwo rządziło się swoimi prawami, niewiele tych praw pozostało niezmienionych do dziś.

Pewien stereotyp... to tylko przykład.... ale generalnie o to chodziło... żeby przerysować.

Stereotyp księcia : )







      Wiktor.  : )

piątek, 15 stycznia 2010

Twoje miasto. czyli które ?

Przebywasz w różnych, czasem mniej, a czasem bardziej dziwnych, miejscach. Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak wiele zaliczasz miejscowości, metropolii, wiosek, osiedl, dzielnic... jak dużo odwiedzasz mieszkań w przeciągu swojego życia. Dużo. Naprawdę to spora liczba. Chyba, że siedzisz w swojej mieścinie całe życie i nie ruszasz się z miejsca. Kto w dobie autostrad... no dobrze, może przesadziłem... mimo wszystko stosunkowo łatwo jest się przemieszczać, oglądać, a co z tym idzie obserwować. Ale jak dużo z tych miejsc tak naprawdę obserwujemy ? jeśli już obserwujemy i analizujemy to co widzimy, pod jakim kątek?

Jest jedna, jedyna miejscowość, którą śmiało możesz nazwać swoją miejscowością... dobrze... to się czasem zmienia, nawet często... ale czujesz, że któraś z tych wszystkich kropek na mapie jest 'Twoja'... tam czujesz się dobrze, jeśli nie najlepiej. Z tym meijscem wiąże się dużo wspomnień, a co za tym - obserwacji.
Jest jedno jedyne miejsce, które nazywasz swoim domem. Zauważ, że to może być mieszkanie... ale i tak mówisz o tym miejscu - 'mój dom'. Tam się wychowałeś, albo tam mieszka Twoja rodzina. A co jeśli nie masz 'swojego domu' ?




Jeżdżąc tu i ówdzie, od jakiegoś czasu zacząłem spoglądać na pewne miejsca szukając podobieństwa do swojego miasta... a to że nie ma rynku, to że wszędzie blisko, że nie jeżdżą nocne autobusy, że lokale w tygodniu zamykają o 1 w nocy.... itd...

Szukam.

Byłem kiedyś w pewnym miejscu, które trudno porównać z moją miejscowością... trochę szkoda.

7rano.


 

 

 

 

 

 

 

 

 



wtorek, 24 listopada 2009

prakticowe

    Jest choroba to i jest czas na poważne oględziny. Tego co w lodówce, w szafce, w koszu na brudy... tego co na dysku w komputerze i tego co w głowie. Nie zwracając kompletnie uwagi na to, że w lodówce nie ma prawie nic, w szafkach parę czystych ciuchów, a kosz na brudy już dawno zniknął... pod stertą brudów... Można przysiąść... przycupnąć wręcz... do wielu spraw i pomyśleć. Nasuwa się parę różnorakich pytań...
po co to wszystko  ?  czy warto dalej ciągnąć pewne sprawy ? czy jest sens w tym co robisz ? czy dobrze Ci z tym wszystkim co jest wkoło ? ile byś chciał zmienić ? ile zatrzymać ?

 
Wstawiasz pranie. Idziesz z gorączką do sklepu i 'niemoże być' - zastanawiasz się 5 minut nad wyborem jogurtu!!! A pytania ? Większość pytań jest totalnie bezsensu. W ogóle dłuższe dywagowanie na tematy, których normalnie nie jesteśmy wstanie poruszyć, ze względu na pośpiech, w którym żyjemy, jest bezsensu... bo po co... teraz o tym myślisz, a wrócisz do tego .... no właśnie... kiedy ?
Jest sens. Jest. To może być tak, że nasz organizm mówi - "Stop. Zastanów się nad tym. Odpocznij".
Okej. Myślę. Jest sens ciągnąć, jest sens żyć tymi marzeniami co się już o nich prawie zapomniało. Jest sens walczyć i ogarniać. Ogarniać.
To taki chwilowy rozkwit emocjonalny w kryzysie fizycznym. Nieprawdopodobne...


 

 

 

 

   Po przeprowadzce z Wrocławia do Krakowa pozostało tylko parę szarych kartonów i plakat który jeszcze nie wisi... może jeszcze parę wspomnień z 'w trakcie przeprowadzki'. Powoli coś tutaj się układa... na różnych płaszczyznach można by rzecz. Można by też powiedzieć, że jest dobrze. Jest nawet lepiej. Mimo pogodny, mimo pory roku której nie cierpię. Mimo tego że nie ma słońca.



   Zamykasz oczy, albo Ci się tylko wydaje, że to Twoja decyzja.
Pan z włosami w uszach pyta się po raz 4 o Twój NIP bo mu "znikło" z monitora. Przepisuje Ci antybiotyk, radzi kupić witaminy. O leżeniu w łóżku nic nie mówi - szanujmy się... jesteśmy dorosłymi ludźmi!! No właśnie.
Jak trudno czasem myśleć o wszystkim.


Czekam na odwiedziny. Czekam... tak po prostu. Czy jest sens ciągnąć pewne sprawy ?
Tak. Jest sens.

piątek, 9 października 2009

dokument - stajnia








dokument - stajnia. pentacon six ttl. ilford fp4, foma 100 i 200 : )

////////

chciałem coś jeszcze napisać... ale ... może później.

czwartek, 17 września 2009

Otrząśnięcie. Tego bym chciał... Przypływ, potem zawieszona w powietrzu tranzakcja, najlepiej na allegro. Rejestr. Rejestr. Naświetlenie. Mam pomysły. Będzie realizacja, będzie plan(chyba w grudniu i to 100%). Miliard za gotowy cyfrowy produkt. Spotkania z promotorem. Joint z promotorem ? - nie!

Z Panem Tunelem wciąż myślimy. Czeka nas rozmowa z Panią K. potem zdobycie referencji i hejaaa... żegnajcie.

Póki co 'przerwa'. Papieros.